Ludzi mało (na dole grały metale kolorowe, widzów bez porównania więcej), (bezalkoholowe) piwko „Litovel” – ratuj się, kto może (bohemiści znają powiedzenie – „přijel, vypil, litoval”), a kiedyś dawali jakieś inne (Noteckie?).
Na początek Rosjanie. Konkretny łomot, konkretny przekaz, chłopaki żyją na scenie.
Drugi w kolejności Mister X. Znany, nie ma co się rozpisywać. Czy to był jednak pożegnalny koncert z perkusistką? Wokal z brodą, ale jak tłumaczył – to tylko na potrzeby filmu, i odgrażał – nigdy więcej (tak trzymać!).
Jako gwiazda Jankesi. Dynamika, dynamika i jeszcze raz dynamika. Jednak co dwie gitary, to nie jedna. Perkusista wymiatał, aż dziw, że te gary i talerze wytrzymały, ze trzy razy zgubił pałeczki, raz o mało nie wybił jedną okna, drugą bez mała by kontuzjował basistę:)
Jak wspominałem w poprzednim poście – w „Przychodni” było nie więcej niż pięćdziesiąt osób, w „Pogłosie” – a może ze trzydzieści. Gdzie ci skini z tamtych lat, gdzie te punki z tamtych lat, gdzie metale, where have all the bootboys gone?, gdzie się w ogóle podziewa sub- i kontrkultura?